wtorek, 29 czerwca 2010

Szwy zdjęte, a ucho rozcięte

Po zdjęciu szwów po kastracji miałam napisać notkę, ale standardowy brak czasu na to nie pozwolił :) Wiec jak w temacie, szwy zostały zdjęte, wszystko poszło super, a Benkowy powoli zapomina o istnieniu swych jajek.

Dzisiaj za to rozciął sobie lewe ucho, chociaż wróć, rozcięła mu Saba, zapewne niechcący. Po południu strachu się najadłam co niemiara, najpierw nie wiedząc z czego takie kałuże krwi na ganku, na ścianach domu. Wzięłam go do mieszkania, teraz mnóstwo krwi na podłodze, znów na ścianach, szafkach, na całej sierści, łapkach, pyszczku - patrze na psa, który z wywieszonym jęzorem się gapi na odchodzącą od zmysłów pańcię. Ucho, małe Benkowe uszko, którego końcówka została równiutko przecięta na pół wylewała z siebe litry krwi, na szczęście niedługo, bo udało mi się opanować, zdezynfekować i teraz czekamy, aż się uszko zagoi. 

Z takich informacji to u nas jak w całej PL chyba upał, upał, upał. Nie siedzimy bezczynnie, ćwiczymy jakieś sekwencję posłuszeństwa, doskonalimy stanie na kolanie, wzięliśmy się za świadomość zadu, takie umilanie czasu :) Za to w sobotę wyruszamy na zlot kynologiczny spędzić miło czas w gronie psiarzy i poćwiczyć pod okiem szkoleniowca. Wracamy ósmego.

Przyszła też do nas nowa Benkowa chatka, którą wypada się pochwalić :P 


piątek, 11 czerwca 2010

Kastracja

Wczoraj Benek został oficjalnie odjajczony! Wszystko poszło w porządku, sam zabieg nie trwał dłużej niż 15 minut, potem zostałam zawołana, by przytrzymac psa, bo był podłączany do kroplówki, a powoli się wybudzał. Efekt był taki, że pan weterynarz musiał mi przynieść wodę i krzesło, rozpisywac się na ten temat moze nie będę... Najgorszy chyba nie był widok plamek krwi tylko widok własnego psa, który wije się jak ryba bez wody. Język bezwładnie wiszący, łapki każda w swoją stronę i go "rzuca". Wybudzał się? Na szczęście szybko się uspokoił, a pani mogła usiasc na krześle. Efektem tych jego popisów był naderwany szew (? - już nie pamiętam dokładnie co mu się stało, w każdym bądź razie leciała krew, za duze emocje), który trzeba było jakoś podszyć.
Ben dostał zakaz biegania, chodzenia po schodach - powinien leżeć, co w jego wypadku jest ciężkie do zrealizowania, bo to pies który minuty dupki na miejscu nie potrafi utrzymac, a co dopiero kilku dni. Wczoraj wychodzac na siku, już chciał kota gonić, wiec mówi samo przez się..
Dzisiaj jedziemy na kontrol, jutro tak samo, a w niedziele chyba zdjęcie szwów i będzie po wszystkim.



niedziela, 6 czerwca 2010

Cieczkowanie

Dla nas okres cieczek się wlaśnie rozpoczął. Ze dwa dni temu zacieczkowała Saba (moja starsza suczka owczarka ;)), teraz tylko czekać, aż suczka sąsiadów dostanie cieczki i będzie wesoło...
Jak się ciesze, że w czwartek Benek idzie pod nóż, bo on jest teraz tak nieznośny, że mam ochotę go udusić własnymi rękoma. Nie ma mowy o żadnym szkoleniu czy zabawie, dla niego w tym momencie najważniejsze jest to, by być blizej Saby - czyli po drugiej stronie płotu.

Drugą część notki chciałam poświecić moim obserwacją dot. cieczki mojej suki.
Przez sześć lat kiedy Saba cieczkowała, a nie mieliśmy Benka, okres cieczek był straszny, nie chodzi tu o samopoczucie suczki, bo ona znosi to bardzo dobrze, a chodzi mi o tabuny psów, które złaziły się do niej. Nie raz wieszały się na płocie czy przeskakiwały ogrodzenie w wiadomym celu. Dwa lata przez które mamy małego kudłacza to posucha, jeśli chodzi o złażące się psy. ANI JEDNEGO psa (nie licząc Bena), który mi uprzykrzał nam życie, a wkoło naszego domu jest wiecej psów niż suk.

Teraz oby do czwartku, potem to już będzie z górki :)

sobota, 29 maja 2010

Cofanie

Przed wczoraj odebraliśmy wyniki Benkowego badania krwi, które wyszły dobrze - wet powiedział, że nawet bardzo dobrze. Mimo, że podejrzewałam, że wyjdą ok, to po oficjalnym stwierdzeniu, po badaniu czuję się jakoś pewniej. Badania robiliśmy z dwóch powodów, po pierwsze po kleszczowej chorobie należało je zrobić, a po drugie były potrzebne do stwierdzenia, czy można go już kastrować. Tak wiec można i oficjalnie 10 czerwca Ben zostanie odjajczony.

Poza tym zaczęłam z nim ćwiczyć świadomość ciała, może się przydać, bo niedługo może zaczniemy gdzieś skakać.. Na początek zaczęliśmy cofanie, już na samym starcie  miałam z nim taki problem -  on umie komendę "idź stąd", która generalnie polega na tym, że jeśli jestem w łazience i nie życze sobie jego obecności (a on zawsze włazi za mną, wszędzie - dosłownie jak cień) to jest komenda idź stąd, a on posłusznie wychodzi - baardzo praktyczna komenda ;) no i tu zastanawiałam się jak go uczyc perfekcyjnego cofania, postanowiłam metodą dwóch smaczków czyli, żarcie miedzy nogami on krok by zjeść i cofanie by znów spojrzeć na mnie wiec k/s, nauka idzie w sumie fajnie, mam wrażenie,że mniej wiecej załapał, ale wole nie zapeszać.

sobota, 22 maja 2010

Kilka wiadomości....


W niektórych regionach Polski są burze, powodzie, podtopienia, u nas w środkowej Polsce na szczęście nie ma żadnych zagrożeń. Pilica co prawda troche "poszerzyła się" o pobliskie krzaki i polne dróżki, ale my zagrożeni nie jesteśmy. Od trzech dni u nas słonecznie i ciepło z przelotnymi opadami deszczu.
Niedawno odkurzyłam dyski, co bardzo ucieszyło Benka. Ostatnimi czasy u nas dyski leża na półce nie używane, nie wiem czym jest to spowodowane, może po prostu minionym zainteresowaniem z mojej strony? Teraz postanowiłam się zrehabilitować i treningi zaczniemy robić regularnie. Jak już mówiłam Benek się bardzo ucieszył na widok zapomnianych dekli - rollery, łapanie z biegu, łapanie z wszelakimi sztuczkami typu skok przez nogę, skok na rece opanowane, obieganie też ok, jedyne co nam nie wychodzi to łapanie z lotu, czyli to co w tym sporcie w sumie jest najistotniejsze, ale jak mówilam treningi czas zacząć więc może niedługo Ben złapie talerzyk w locie? :)
Wczoraj Benek miał WRESZCIE zrobione badanie krwi, które ma wykluczyć obecność bakterii po chorobie kleszczowej, we krwi. Potem jeśli mam nadzieję okaże sie, że bakterii nie ma to bierzemy się za pozbawienie jajek Benkowego.
W tym tygodniu zaliczyliśmy też kilka miłych, psich spacerków z psimi kolegami i koleżankami wraz z właścicielami, wiec mieliśmy okazję poćwiczyć trochę skupienia przy innych psach. Wyszlo powiem szczerze średnio, bo jak skupienie po obwąchaniu się i po ogólnej euforii jest ok, to w momencie ujrzenia psa/psów Benek zbyt dużej uwagi mi nie poświęca.
Byłam też bardzo zawiedziona jego stosunkiem do niedawno poznanego szczeniaka z którym także mieliśmy okazję kilka razy spacerować, bo strasznie malucha ustawiał, aż doszło do momentu kiedy warczał ostrzegawczo przy każdym spojrzeniu na szczeniaka. W sumie nie z każdym psem się musi lubić, ale jego stosunek to psów płci męskiej jest co najmniej dziwny, bo raz jest super zabawa i obwąchiwanie z napotkanym pieskiem, a raz "nie zbliżaj się nawet do mnie". Na szczęście jak to często bywa kontakty jego z płcią przeciwną wyglądają bardzo fajnie, bo gdyby tutaj zachowywal się podobnie, to mielibyśmy maly problem.

niedziela, 2 maja 2010

Spacerowo i deszczowo

Padało kilka pytań jak się czuje Benek, wiec Benko już całkowicie wyzdrowiał, co prawda w przyszlym tygodniu jeszcze musimy się pokazac w klinice na badaniu krwi, by stwierdzić, czy bakterie całkowicie wyniosły się z jego krwiobiegu, ale co dotyczy jego zachowania to jest w pełni sił :) Jak to na złość na początek majowego weekendu zaczal padać deszcz, a miałam się pojawić na Łodzkiej międzynarodówce, no niestety, skorzystal na tym Ben bo dzisiaj zaliczyliśmy deszczowy spacerek. Swoją drogą spacer w deszczu jest bardzo nastrojowy :) W piątek byliśmy też na spacerku z Karoliną i jej onkowa Chelsi, było bardzo miło i co mnie zaskoczyło, mój Ben się coraz lepiej skupia przy psach, co nie zmienia faktu, że ciągnie do nich jak mały parowozik :) Poćwiczyliśmy troche posluszeństwa i sztuczek, ale głównie to było łażenie, bo w piątek było bardzo gorąco u nas. Siad-zostan w wykonaniu mojego kundla mnie bardzo zaskczyło. Jeszcze kilka tygodniu temu w momencie kiedy Chelsi wstała z siad-zostan, on by zaraz tylek podniosl i polecial za nią, a teraz on spokojnie siedzi i patrzy kiedy to pani pzwoli mu wstać.. Mój mały móżdżek psi ;) Teraz kilka fotek.




niedziela, 11 kwietnia 2010

Przeklęty kleszcz....

Babeszjoza, to słowo od czwartku obijało mi się o uszy...
Środa, wróciłam ze szkoły, Benek który zawsze tylko jak mnie zobaczyl biegal wkoło i machal ogonem, tylko bezsilnie spojrzał się w moją stronę, nawet nie machnął ogonem. Już wtedy wiedziałam, że coś jest nie tak. Przez cały wieczór nic nie jadł, był apatyczny, ciagle spal, głaszcząc, a dokładniej sprawdzając kolor jego oczu wyczułam pewną górkę, odchylam siersc - kleszcz. Wielka nażarta bomba, która niszczy mi psa od wewnątrz. Wtedy wszystko juz zaczęło układac mi się w całość, ale jak ja mogłam nie wyczuć tego kleszcza tego nie wiem do tej pory.
Wyjeżdżając do lekarza w przekonaniu tej choroby upewnił mnie jeszcze kolor jego moczu, brunatny ciemnobrązowy. Niby zdawałam sobie sprawę, że to prawdopodobnie babeszjoza, ale słowo wypowiedziane przez weterynarza sprawiło że moje serce na chwilę zamarło, a potem zaczęło obijać mi się o 'sciany'.
Dwa dni spędzone pod kroplówką, multum zastrzyków - przetrwaliśmy. Dzisiaj jest piąty dzien choroby, Benek powrócił chyba do sił, a przede wszystkim wrócił mu jego temperament, co prawda czeka go jeszcze wizyta jutrzejsza u weterynarza, ale obędzie się bez kroplówki i prawdopodobnie wyjmiemy juz welfron z zyły.
Emocje jakie mną szarpały były straszne, nie wiem czy zdjecie sobie sprawe jak to jest kiedy jestes w przeświadczeniu że ten pies, Twój pies moze umrzeć, ale na szczescie wszystko wraca do normy.
Benkowy jak to on musial coś odwalić, na przykład w salce operacyjnej gdzie byłam z nim przez dwa dni po 1,5h pod kroplówką, to drugiego dnia kiedy chciał sie przywitać z suczką leżącą obok wyrwal sobie welfron z zyły albo chcial zjeść królika w poczekalni... :)
Na razie tyle z nowych wiadomości, w związku z tym co się stało w Smoleńsku nie będę już pisac, bo w sumie nie mam nic do dodania, powinno to się przeżywać w sobie.